Swoim żarem, to kryje blask za sine chmury...
Przeczytałam na głos, nie zważając na innych. Kochałam słowa Szekspira, były takie szczere... Teraz nikt takich nie używa. Gdzie piękno i prostota? Zastąpiły je przemoc i gniew, na pewno. Na ulicach pełno od wybujałych w dresach mężczyzn z pałką w ręku i nożem u boku. Skończyły się te cudowne czasy. Pięknie było by żyć wśród prawdziwie kochających ludzi, zupełnie za nic. To wtedy było wpisane w człowieczeństwo, a teraz tak łatwo je tracimy. Upiłam łyk, przyjemnie łaskotającego moje podniebienie napoju i starałam dalej wczytać się w tekst, gdy nagle z końca sali dobiegł mnie dźwięk wypowiadanych, magicznych słów z ust dziewczyny średniego wzrostu. Wysoka nie była, ale za to bardzo ładna. Kręcone, czarne włosy zwiewnie opadały na ramiona oplatając szyję i twarz dziewczyny. Oczy miała czekoladowe, a otaczały je grube rzęsy. Miała na sobie czarną sukienkę do kolan, biały sweterek i trampki ponad kostkę. Na ręku widziałam żółtą bransoletkę z festiwalu Ledds. Rysy twarzy miała przyjazne. Ciepły uśmiech i roześmiane oczy odzwierciedlały jej charakter.
- Nic, co piękne, pełnego piękna nie ocali,
Odzierane zeń trafem lub prawem natury:
Lecz twoje wieczne lato nie wie, co jesienie,
Nie straci barwy, którą jest twoja uroda,
Ani cię Śmierć nie wciągnie w zapomnienia cienie,
Gdy w rymie, nad Śmierć trwalszym, przetrwasz wiecznie młoda.
Póki tchu w piersiach ludzi, póki w oczach wzroku
Wiersz żyw będzie i tobie nie da zginąć w mroku...
Dokończyła cudowny wiersz i stanęła na przeciwko mnie z ogromnym uśmiechem na twarzy.
- Jestem Rachel, miło mi.-powiedziała podając mi dłoń.
- Sandra, siadaj jak chcesz.-powiedziałam zbierając ze stolika moje, porozrzucane rzeczy. Rachel skinęła głową i usiadła na przeciw mnie. Z torby, którą miała przewieszoną przez ramię wyciągnęła zbiór sonetów.. Szekspira.
- Kocham go.-powiedziała.- Był wspaniałym pisarzem.
- Prawda.-odparłam.- Gdy pierwszy raz czytałam jego utwory czułam się tak...
- Magicznie?-dokończyła.
- Dokładnie.
- Skąd jesteś?-zapytała.
- Polska, przeprowadziłam się prawie rok temu.
- Nigdy Cię tutaj nie widziałam, przychodzisz tu często?
- Nie.. od nie dawna, dopiero dwa tygodnie temu odkryłam to miejsce.
- Tak... połączenie biblioteki z kawiarnią to świetny pomysł. Nadaje charakteru temu miejscu... Czytasz w ciszy książkę, czując wzbijający się w powietrze aromat świeżo parzonej kawy...
- Dlatego tak bardzo mnie urzekło.-powiedziałam uśmiechając się do nowo poznanej znajomej.- Ile masz lat?
- Osiemnaście skończone będzie w maju.
- Nie wystarczy powiedzieć prościej?-spytałam śmiejąc się.
- Jak poznasz mnie bardziej, zrozumiesz, że się nie da.-odparła również z uśmiechem.- Po co smętnie wydukać wyryte na pamięć " W. MAJU. SKOŃCZĘ. OSIEMNAŚCIE. LAT."
- No prawda.
- Więc widzisz, Sandra... trochę odmienności temu światu się należy. A ty ile masz?
- Skończone tydzień temu osiemnaście.
- Czyli ten sam rocznik.-odparła.- Zaczynasz studia?
- Tak, dziennikarstwo. A ty?
- Moda na uniwersytecie Thames Valley University.
- No proszę.
- Co Cię tutaj przyciągnęło? Mówiłaś, że jesteś z Polski...
- Hm.. to moja prywatna sprawa, przepraszam.
- Nic się nie stało, Sandra.-powiedziała.- Rozumiem.
- Dzięki.
- Masz może ochotę na jakiś spacer? Chcesz wpaść do mnie? Obejrzeć film?- byłam trochę zdziwiona jej propozycją, w końcu znałyśmy się zaledwie dwadzieścia minut i byłam jej kompletnie obca. Nagle szatynka zaśmiała się perliście.- Spokojnie, ja mam chłopaka.- w pewnym stopniu odetchnęłam z ulgą, mimo wszystkiego co się wydarzyło orientacji seksualnej to ja nie zamierzałam zmieniać. Uśmiechnęłam się w jej kierunku i wstałam do stolika.
- No jasne, czemu nie?
- To chodźmy.-powiedziała i razem, roześmiane wyszłyśmy na zewnątrz.
Rachel okazała się bardzo sympatyczna. Naprawdę dobrze mi się z nią rozmawiało i potrafiłyśmy złapać ze sobą wspólny język. Była szalona, ale to widziałam na pierwszy rzut oka. Okazało się, że lubi pisać. Tak jak ja, ale nie ciągnęło ją w tym kierunku. Raczej omijała możliwości pokazywania swoich dzieł innym. Przez godzinę spacerowałyśmy alejką pobliskiego parku, zajadając się karmelowym popcornem. Rozmawiałyśmy o wszystkim, no może prawie. Obie unikałyśmy tematów rodziny. Tak po prostu było łatwiej. W końcu poszłyśmy do niej, mieszkała niedaleko centrum i blisko mojego mieszkania, co bardzo mnie ucieszyło. Weszłyśmy do jej, na pozór małego domku ściągając za sobą buty. Rachel poprowadziła mnie do kuchni, gdzie nalała mi skoku pomarańczowego.
- Mieszkasz sama?-spytałam.
- Yhym..
- No to fajnie.
Usiadłyśmy na kanapie nadal rozmawiając. Zaczynałyśmy coraz więcej rzeczy o sobie wiedzieć. Ulubiona książka, film, potrawa... wszystko. Miałyśmy oglądać jakiś film, ale wyszło na tym, że bardziej zajęłyśmy się naszą nie kończącą się konwersacją. Nagle obie usłyszałyśmy jak zamek w drzwiach się przekręca. Rachel spojrzała na mnie zdziwiona i złapała za leżącą obok, pustą, szklaną butelkę po soku i skierowała się do drzwi. W ciszy obserwowałam wszystko, modląc się żeby nie był to napad. Po chwili ktoś wszedł do środka, zaświecając światło na przedpokoju.
- Tata?-krzyknęła przestraszona dziewczyna z butelką uniesioną w górze.
- Rachel, dziecko boże... co ty robisz?
- Nie mów tak do mnie, przecież wiesz, że nie wierzę.
- Tak.. te twoje bajeczki po 12 bogach...
- To nie bajeczki!-zaczęła przekomarzać się z mężczyzną w średnim wieku. Na oko wyglądał na góra 45 lat. Miał czarne włosy, z lekko siwiejącymi końcówkami. Kilkudniowy zarost utrzymywał się na jego twarzy. Na sobie miał czarny, prążkowany garnitur. Wyglądał bardzo elegancko i dostojnie, z pewnością był jakimś potentatem majątkowym.
- Dzień dobry.-przywitałam się, gdy mężczyzna wszedł do salonu. Uśmiechnął się do mnie sympatycznie i powiedział coś do swojej córki na ucho.
- NIE WIEM CZY SIĘ ZGODZI, TATO!-krzyknęła. No tak, zachować dyskrecję to bardzo potrafiła.
- To się zapytaj.-warknął.
- Dobra...-jęknęła przewracając teatralnie oczyma.- Ej, Sandra... mój tata współpracuje z agencją modelek. Dzisiaj wieczorem ma odbyć się jakaś sesja czy coś... i nie mają za bardzo kogo wziąć. Wszystkie na pokazach i wyjazdach, miałabyś ochotę pojechać ze mną na tę sesję? Dobrze płacą, naprawdę. A jak im się spodobasz to może coś się jeszcze bardziej rozkręci...
- No nie wiem...
- No chodź!
- Nie nadaję się na modelkę....-szepnęłam zmieszana.
- Bardzo się nadajesz, głuptasie! Rusz zadek, jedziemy z tatą.
- No dobra...-powiedziałam nie chętnie zabierając moją torbę z kanapy i ruszyłam za Rachel i jej ojcem. Nie spodziewałam się,że to dzień miał być kluczem do mojej kariery.
Minęły dwa tygodnie, po tym jak prenumerata magazynu na którego okładce się znalazłam, ukazała się mediom. Dwa tygodnie pełne szaleństwa. Mój telefon nieustannie dzwonił, a ja zmuszona byłam do wyłączania go. Nie sądziłam, że to wszystko się tak potoczy. Zgarnęłam nie złą sumkę, która wystarczyłaby mi na jakieś trzy miesiące życia w Polsce, co strasznie mnie zadowalała. Dzięki Rachel stawiałam kroki w modelingu. Zaczęłam poznawać takie osobistości jak, Barbara Palvin oraz Jade Jagger. Dobrze wiedziałam, że nie po to tutaj przyjechałam. Obiecałam mamie i sobie, że będę dziennikarką. Musiałabym nią być, ale potrzebowałam pieniędzy. Bardzo, więc gdy tylko proszono mnie o wywiad, pojawienie się na galach i o sesje zawsze się zgadzałam. Nie miałam menadżera, ojciec Rachel bardzo pomagał mi w rozeznaniu. Załatwiał spotkanie i inne,za co byłam mu wdzięczna. Nie minęły dwa miesiące,a Sandra Evens stała się sławna na cały Polskę. Dosłownie. Pewnego deszczowego dnia, siedziałam sama w moim mieszkaniu oglądając telewizję. Odpoczywałam po kolejnym, udzielonym wywiadzie gdy nagle zadzwonił telefon. Szybko dobiegłam do niego i odebrałam.
- Miałaś być dziennikarką.-warknęła do słuchawki telefonu. Dobrze wiedziałam z kim rozmawiam.
- To nie tak jak myślisz, mamo..
- Tak? Naprawdę?-krzyknęła zdenerwowana, wyczułam w jej głosie, że coraz bardziej się irytuje.
- Potrzebuję pieniędzy, a modeling mi pomaga.
- Powiedz od razu, że po to tutaj przyjechałaś.
- Nie prawda! Dobrze o tym wiesz!
- Mogłabyś mnie chociaż raz w życiu nie okłamywać? Nie obchodzi mnie, że tutaj studiujesz. Wracasz do domu!
- Nigdzie nie wracam!
- Słucham?
- Dobrze słyszałaś. Zostaję w Niemczech.
- Nie masz prawda.
- Mam. Skończyłam osiemnaście lat i nie jesteś w stanie mi niczego już zabronić.
- Wiesz na co się decydujesz?
- Możliwe.
- Masz wybór, Sandra.-rzekła ze wściekłością.- Rodzina czy kariera. Jeżeli wybierzesz to drugie, pożegnasz się z nami na zawsze, a jeżeli to pierwsze... i wrócisz do nas, może kara nie będzie aż tak surowa...
- Przepraszam, ale nie mogę.
- Jesteś nic nie wartą córką! Nic nie jesteś warta, nic!
- I mówi mi to kobieta która wychowywała mnie przez osiemnaście lat.
- Wiesz kim jesteś? Jesteś wyrodnym dzieckiem! Wyrodną córką! Nienawidzę siebie za to,że urodziła takiego zwyrodnialca jak ty! Powinnam poddać się aborcji! Rozumiesz? Nie jesteś nic warta, dziewucho. Od dzisiaj nie masz na kogo liczyć! Zostajesz sama! Nie błagaj o przebaczenie, bo jedyne gdzie wylądujesz to trasa dla takich dziwek jak ty!
Rozłączyłam się. Nie mogłam dłużej tego wytrzymać. Po prostu nie mogłam... Byłą moją matką! Odłożyłam słuchawkę telefonu i z płaczem osunęłam się na podłogę. Płakałam i płakałam. Tak bardzo, że po chwili nie miałam już czym. Tak bardzo chciałam cofnąć czas... żeby wszystko było dobrze. Nie mogłam już nic zrobić, zostałam skreślona. Po całości mnie skreślono. Tyle się wydarzyło, tyle już straciłam... a myślałam, że gorzej już nie może się stać. Tamtego dnia, rozpłakana poszłam na strych. Tamtego dnia wyjęłam linę z szuflady. Właśnie dzisiaj jest mój ostatni wpis. Żegnaj była rodzino, żegnaj Rachel, żegnaj świecie. To koniec.
Tak jak napisała, tak się stało nie było, już więcej jej wpisów, nie było nic puste kartki. Łzy płynęły mi ścieszkami, które same sobie wyznaczyły. Nawet nie wiedziałam jak ona się w tym czasie czuła. Wiem jedno muszę znaleźć tą dziewczynę o imieniu Rachel. Będzie to trudne, ale ja nie odpuszczę do puki z nią jie porozmawiam. Ona jedyna wie co się stało z Sandrą po jej śmierci. Tak naprawdę nic nie wiadomo co się z nią działo z moją siostrą jak popełniła samobójstwo. Cóż przynajmniej ja nie wiem. Rachel...Rachel...Rachel...Przecież nie będę podchodziła do każdej Rachel na świecie i się pytała co wiesz co Sandrze Evans co nie? Lepiej schowam ten pamiętnik zanim ktoś go zobaczy.